Czy myślimy o własnych finansach jak o prowadzeniu banku w mikroskali? Zapewne nie, a właśnie tak to wygląda. Przychody muszą równoważyć wypływy, jak w każdym przedsiębiorstwie, banku czy państwie. Zasada jest taka sama, bilans ma wyjść na zero. Odchylenia w każdą stronę muszą być kontrolowane, inaczej tracimy stabilność finansową i z naszym budżetem zaczyna się źle dziać. Możemy do zadania analizy domowego budżetu przystąpić samodzielnie lub zdecydować się na pobranie darmowego programu online – domowego finansisty.

Taki program umożliwi nam szybkie uporządkowanie i skategoryzowanie wydatków. Należy zdać sobie sprawę na jakie kategorie możemy podzielić gospodarowanie domowymi pieniędzmi. Są to opłaty stałe, których nie sposób uniknąć i trudna jest zmiana ich wysokości (czynsz, prąd, woda…), wydatki na żywność, który również trudno zredukować, ale przy tej kategorii na pewno można być bardziej elastycznym, koszty ponoszone na ubranie i zakup różnych sprzętów do domu (pralka, talerze…). Przyjrzenie się poszczególnym kategoriom da nam odpowiedź, gdzie wydajemy za dużo, a którą kategorię można jeszcze obciążyć. Przy programie komputerowym kalkulator sam nam wyliczy zarówno prognozę, jak i bieżące wydatki.

Samodzielnie będziemy musieli poświęcić trochę czasu na przeanalizowanie codziennych zakupów i tych planowanych w perspektywie miesiąca, kwartału i roku. Każda z kategorii ma procentowy udział w domowym budżecie. I tak na przykład wyżywienie nie powinno przekraczać 60% dochodów, a opłaty stałe 30%, pozostałe 10% przeznaczymy na wydatki ruchome, jak: planowane inwestycje, leczenie, zakup sprzętu domowego, itp. Prawda, że przydałoby się więcej przychodów? Najważniejsze jest jednak, że zaczynamy sobie uświadamiać, jak bardzo potrzebne jest planowanie i jakie strategiczne znacznie ma dla domowych wydatków. Zrobienie porządku jest pierwszym krokiem do racjonalnego planowania budżetu i w niedalekiej przyszłości okaże się, że mamy z czego oszczędzać, a wtedy czeka nas decyzja, jaką formę oszczędzania wybrać. Ale to już temat na całkiem inny artykuł.